W „Tańcu z gwiazdami” wreszcie pojawi się prawdziwa gwiazda

Opublikowano Lipiec 18, 2014 | przez MB

miller2

Trzeba było czternastu edycji „Tańca z gwiazdami”, by w programie pojawił się ktoś, kto na status gwiazdy faktycznie zasługuje. Media donoszą, że w piętnastej zatańczy sam Marcin Miller, lider grupy Boys.

Jeśli gwiazda to ktoś, kto sprzedaje setki tysięcy płyt, przyciąga na koncerty miliony ludzi, jest rozpoznawalny w każdym zakątku kraju, podpisuje się na cyckach, pośladkach i testach ciążowych, jeżeli gwiazda to osoba przez obcych ludzi obdarowywana pierogami, proszona o pożyczkę i poświęcenie małżeństwa, jeśli wreszcie gwiazda to obiekt kobiecych fantazji seksualnych, magnes na cipki i postać, która na krzywy ryj wchodzi wszędzie, gdzie chce, to jest nią właśnie Marcin Miller.

Wokalista Boys cieszy się w naszym kraju większą sławą niż Metallica, Will Smith, ABBA, Whitney Houston, Marylin Monroe i MC Hammer. Czym więc są „gwiazdy”, które do tej pory pojawiły się w rozrywkowym programie o tańcu? Dawid Kwiatkowski? Aneta Zając? Katarzyna Skrzynecka? Radosław Majdan? Same płotki. Co z celebrytami, którzy wystąpią w jednej edycji z Millerem – Marceliną Zawadzką (?), Agnieszką Sienkiewicz (?), Miśkiem Koterskim czy Mateuszem Banasiukiem? Będą jedynie ciągnąć się za nim jak cienie. Asystować jak ładna dziunia wybitnemu iluzjoniście. Na koniec zaś zrobią szpaler godny króla, nisko się pokłonią i z rozdziawionymi gębami będą patrzeć jak odjeżdża nowiusieńkim Porsche.

Pięć platynowych płyt, dwie złote, trzydzieści jeden nagranych, nieśmiertelne przeboje, nagrody na festiwalach w Opolu, niezliczone nagrody publiczności, koncerty w Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Belgii i Austrii, kariera telewizyjna. Kariera Marcina Millera to pasmo sukcesów, które zawdzięcza swoim słuchaczom. Jeżeli komuś się wydaje, że disco polo to wyłącznie boom w latach 90, to jest w głębokim błędzie. Gatunek ma się znakomicie, a zespół Boys to nadal jedna z jego największych gwiazd. Można lubić, można nie lubić, ale siła rażenia jest ogromna. Tak wielka, że być może mainstream strzela sobie w nogę zapraszając popularnego przedstawiciela disco polo w swoje progi. Do tej pory powodzenie tej muzyki pozostawało tajemnicą poliszynela. Teraz disco polo zacznie panoszyć się na salonach.

TVN zrobił trzynaście edycji „TzG” i nic, Polsat szykuje dopiero drugą i już ma bombę, która rozsadzi polską telewizję. Strzał w dziesiątkę to za mało powiedziane. Marcin Miller to popisowy strzał, którym Nina Terentiew z zamkniętymi oczami z odległości pół kilometra przepołowiła strzałę wbitą w dziesiątkę.

I aż się wierzyć nie chce, że stacja największej gwieździe w historii programu oferuje marne dziesięć tysięcy złotych za odcinek. Ta umowa powinna być równie zabójcza co kontrakty zawodników NBA.

Komentarze


Tagi: , , , , , , , ,



Back to Top ↑