Wsłuchaj się w puls swojego miasta

Opublikowano Lipiec 29, 2014 | przez Gofrey

DLOLO

Ostatnio mam problemy ze snem, patrząc na termometry za oknem i zachowanie znajomych – pewnie nie jestem sam, pewnie pół kraju ma ten sam kłopot. Temperatura nie pozwala na dwunastogodzinne spotkania z łóżkiem, a tym bardziej wczesne zasypianie. Leżymy więc jak kłody i patrzymy w sufit, bo niby czas spać, ale w takim upale zwyczajnie nie sposób. Jedni wykorzystują ten czas na marzenia o ciepłych krajach (sic, nie mogąc zasnąć z powodu gorąca!), inni planują następny dzień, jeszcze kolejni budują wówczas w myślach swoje własne imperia finansowe, albo odwrotnie, zastanawiają się gdzie by dziś byli, gdyby nie – i tu szereg błędów z przeszłości.

Ja z kolei… słucham. Wiadomo, okna otwarte tak, że robactwo zlatuje się nawet z kielecczyzny, a razem z różnymi owadami do mieszkania wpadają dźwięki. Zastanawiam się nad moimi poprzednikami, którzy opisywali w poetycki sposób dźwięki zza okna. Cykanie świerszczy jak u mnie (tak, nawet na Bałutach jeszcze się trzymają) towarzyszyło tam dźwiękom żyjących lasów, kołyszącym się łanom zboża, czy jeszcze innym gówienkom, którym – jak sądziłem – nikt normalny się nie przysłuchuje, a już na pewno nie opisuje tego później w swoich utworach.

Mnie zresztą żadne łany nie grożą. Dochodzą bowiem przede wszystkim bluzgi. Te zawsze są najgłośniejsze, najmocniej akcentowane, najbardziej wyraziste. Mieszkam w idealnym miejscu, by tego wszystkiego słuchać – na dość cichym blokowisku otoczonym bardzo ruchliwymi ulicami, na których przystanki mają nocne autobusy. Dodatkowo osiedle – choć społeczeństwo się starzeje – nadal jest zapełnione młodymi, którzy w momencie, gdy ja wpatruję się w sufit starają się zachować pion. Dzięki temu jest cicho, ale… jednak głośno. Każdy dźwięk jest tłumiony przez zasłonę z bloków, za dnia ciężko usłyszeć łomoczące tramwaje, ale nocą dochodzą nawet dźwięki bójek. Gdzieś daleko dyskoteka, słychać po basach, ale już po chwili zagłusza ją jakiś uliczny rap z telefonu, puszczany kilkaset metrów bliżej. Ryki motocyklów, które przebijają się przez kolejne betonowe ściany w tak nienaruszonym stanie, jak wspomniane bluzgi.

Dźwięki tłuczonego szkła, czasem razem z radosnymi śpiewami, innym razem z kolejnymi szpetnymi przekleństwami, najczęściej na zły los, który właśnie odebrał możliwość obalenia flaszki. Gdzieś rozpuszczony na maksa telewizor, niezależnie czy „w toku trwającego melanżu”, czy z uwagi na głuchotę staruszka zza ściany. Na chodniku z zegarmistrzowską dokładnością, raz na pół godziny – albo stukot szpilek po betonie, albo dwa klapki i cztery łapy. Raz nawet kłótnia pod klatką, czy jegomość ma towarzyszyć partnerce w drodze na górę, czy „wypierdalać”. I znowu z oddali, tym razem piski opon, podejrzewam, że z pół kilometra dalej, ale zagłuszają kłótnię. Sygnały wszystkich służb, zazwyczaj w grupie, bo choć komendę policji od posterunku straży pożarnej dzieli spory kawałek, w nocy jedni mogliby podsłuchiwać rozmowy drugich nawet bez pomocy kapitana Sowy.

W piątki domówki i najebusy. Koło piątej pierwsze pospieszne marsze, zamiast wcześniejszych leniwych spacerów. Jedni wracają spać, inni właśnie wstali, podejrzewam, że czasami mijają się na klatkach. Pierwsze tramwaje, których za parę godzin nie będzie się dało usłyszeć, teraz rumoczą, jakby tory szły przez mój przedpokój. Do tego dźwięki z łazienek w całym pionie, bo przecież po rurach usłyszałbym nawet zacięcie się przy goleniu, gdyby ktokolwiek zdecydował się na zabawy z żyletką w środku nocy.

Lubię gwar miasta, dźwięki miasta, klaksony, rozmowy przez telefon, pośpiech, przytłumione dźwięki z piwnic przerobionych na kluby oraz przekrzykiwanie się w ogródkach piwnych przy asyście tramwajarzy napieprzających w dzwonki. Ale dopiero w domu, w takie ciepłe noce jak teraz, słyszę to, co nazywam pulsem miasta. Jak na stetoskopie, przytłumione, niewyraźne, ale łatwe do odczytania. Bicie serca. Pompowanie miejskiej krwi.

Zaczynam lubić tę letnią bezsenność.

 

foto: www.poranna-kawa.pl/MaciejStaniszewski

Komentarze


Tagi: , , , , , , , , , , , ,



Back to Top ↑