Za co można dostać wpierdol w komunikacji miejskiej w Warszawie

Opublikowano Wrzesień 9, 2016 | przez ZP

134N-3801_-_przód,_Warszawa,_2015-08-01

Nie mam prawa jazdy. Dużo jeżdżę po Warszawie komunikacją miejską. Zdarza mi się w niej czytać Gazetą Wyborczą. Do tego ubieram się dosyć oryginalnie. Czy oznacza to, że należę do grupy ryzyka, która może w stolicy oberwać? Po tym co wydarzyło się wczoraj, wydaje się, że tak…

Czytam i nie wierzę własnym oczom: profesor Jerzy Kochanowski, wykładowca Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego, został w czwartek pobity w warszawskim tramwaju, ponieważ rozmawiał z kolegą po niemiecku. Rozumiecie to? Facet nie dostał w mazak, bo zaczepiał dziewczynę współpasażera. Albo bo pijany obrażał wszystkich wokół. Nie, spuszczono mu manto, bo mówił w innym języku!

To jest, kurwa, szok. To jest duży krok w bardzo złym kierunku. A jednocześnie mam wrażenie, że tylko malutki kroczek dzieli nas od tego, by w najbliższych tygodniach różnej maści debile lali ludzi za co popadnie.

Regularnie jeżdżę zarówno tramwajami, jak i metrem i autobusami. Zazwyczaj coś w nich czytam. Czasem jest to książka, czasem Przegląd Sportowy, czasem Gazeta Wyborcza. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że za lekturę tej ostatniej jakiś „patriota” może mnie pacnąć.

– Skoro kupujesz GW, jesteś zdrajcą. A jeśli tak, trzeba ci jebnąć – zapewne taki będzie tok jego „myślenia” tuż przed całym zajściem.

Mogę też dostać za to, że latem chadzam w fioletowych mokasynach. Dla łysego agresywnego łepka będzie to zapewne jednoznaczne z tym, że jestem pedałem. A tych, jak wiadomo, trzeba lać, prawda?

Bić należy oczywiście nie tylko za obuwie. Zagrożeni są też goście w rurkach, z grzywkami, w zbyt obcisłych koszulach i ci, którzy chodzą z kolorowymi torbami. Jak raz dostaną łomot, to zrozumieją, że popełnili modowe faux pas. A co za tym idzie zaczną nosić się inaczej. Spodnie moro, solidne buty za kostkę, luźna koszulka dla uzyskania większej swobody ruchów. Najlepiej z symbolem Powstania Warszawskiego – tak powinien wyglądać prawdziwy Polak, co nie?

Ciekaw też jestem, jakie języki poza niemieckim zostaną uznane w Warszawie za niebezpieczne dla kraju? Ci, którzy konwersują w komunikacji miejskiej po francusku, włosku czy angielsku, powinni czuć się w miarę niezagrożeni, ale już ludzie operujący arabskim czy rosyjskim muszą mieć się na baczności. Ich brzmienie może nie spodobać się „patriocie”, a wtedy wiecie, zrobi się gorąco.

Zmierzamy w złym kierunku. Coraz więcej rodaków traci zdolność tolerowania ludzi, którzy są w jakiś sposób inni. Zaczynamy myśleć, że to synonim słowa groźni. Lub też: gorsi. A skoro tak, to trzeba ich przywołać do porządku. I pokazać agresją, że tylko jedna prawda jest słuszna: moja.

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑