Zarabiamy lepiej, więc zaciągamy kredyty konsumpcyjne. Ktoś upadł na głowę

Opublikowano Sierpień 13, 2014 | przez Pato

d6cc4c61cb7040b7edf9efa3025e7ad5,640,0,0,0

Świat składa się z głupot – to jasne, ale kiedy bierzesz do ręki poważny „Dziennik Gazeta Prawna”, to liczysz, że ktoś tę głupotę jednak selekcjonuje albo że właśnie w takich mediach przeczytasz coś mądrego. Niestety – dzisiaj dowiedziałem się, że Polacy rekordowo zaciągają pożyczki na konsumpcję, bo… poprawia się ich sytuacja materialna. Rozumiecie coś z tego? Bo ja nie.

To musiał pisać skończony debil. Ktoś z klapkami na oczach i dwucyfrowym IQ. Znacie osobę, która chodzi co miesiąc do Providenta, bo właśnie dostała podwyżkę? Ja nie. I wy pewnie też. No przecież to pomieszanie z poplątaniem.

Pożyczamy coraz więcej, bo nie mamy na chleb. Kupujemy radio na raty, ponieważ żyjemy od pierwszego do pierwszego. Nie dziwi mnie, że Polacy w pierwszej połowie 2014 roku zaciągnęli pożyczek na 37 miliardów dolarów. Nie zaskakują mnie pojawiające się jak grzyby po deszczu „kredyty-chwilówki”. Dziwi mnie tylko stwierdzenie: bierzemy kredyty, bo poprawia się nasza sytuacja materialna.

Banki to kopalnie złota. Przyjmują lokaty na 3 procent, a dają kredyty na 20. A my chapiemy. Pożyczaliśmy zawsze – to prawda, ale jak rozglądam się dookoła, to jestem lekko przerażony, bo przyjmuje to jakiś dziwny wymiar. Kiedyś pożyczka w Providencie na ogromny procent była obciachem, ostatnią deską ratunku, dzisiaj niektórzy biorą taką kasę w 15 minut, bo nie potrafią przez pół roku odłożyć tysiąca złotych.

Wszystko chcieliby od razu. Ładny telefon już teraz. Szybszy komputer, no zaraz. Konsumpcja trwa, kredyty gonią kredyty, ale nie jest to na pewno spowodowane tym, że mamy coraz więcej pieniędzy. Powtarzam raz jeszcze – jeśli ktoś z miesiąca na miesiąc kosi coraz poważniejszy hajs, nie korzysta z usług chwilówek.

Natomiast współczuję tym, którzy zaciągają kolejne pożyczki, żeby spłacać poprzednie. Żal mi ludzi tonących w Wongach, Ekspreskasach i Vivusach. Oni znają wszystkie te nazwy. Obudzeni w środku nocy mogliby wymieniać zalety i wady każdej z nich. A najgorsze jest to, że nie są to ludzie, którzy wprost powiedzą: tak, jestem biedakiem. Mimo że zarabiają kiepsko lub średnio, mają najlepsze telefony i najmodniejsze ciuchy. Jeżdżą na zagraniczne wakacje. Niestety to kolos na glinianych nogach. Jedna z cegiełek tej gigantycznej piramidy, o której pisze „Dziennik Gazeta Prawna”. Kiedyś się przewróci, ale kogo by to obchodziło.

37 miliardów złotych w pół roku. Kto to wszystko spłaci?

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑