Znak nowych czasów, nowa dżuma, nowa definicja ćpuna

Opublikowano Lipiec 27, 2014 | przez Pato

10565937_10201420525275636_1057919842_n

Historia sprzed kilkunastu godzin. Dwóch gości siedzi przy stoliku w knajpie. Jeden zamawia pizzę, drugi mineralną. Nie gadają ze sobą od godziny. Wysyłają smsy, prowadzą rozmowy na Facebooku, przeglądają Twittera. Nagle podbiega do nich gość w kapturze, rzuca na stolik kartkę i ucieka. Efekt jego pracy możecie podejrzeć na górze.

Komunikacja w Gdańsku. Patologiczny znak naszych czasów. Ale czy tylko w Gdańsku? Rozejrzyjcie się. Przecież już nawet na wsi kilku typów siedzi ze sobą na ławce pod sklepem i każdy udaje, że załatwia hiper, super ważne sprawy na telefonie. Dłubiemy coś na klawiaturach. Świecimy po oczach wyświetlaczem. W konsekwencji nie rozmawiamy, choć jak idziesz z drugą osobą na piwo, to chyba nie tylko po to, by opróżnić cztery Żywce.

Niby temat jest tak oczywisty, że nawet nie powinienem o nim wspominać. A jednak – spotykam się z tym tak często, że gdzieś to muszę opisać. Wyrzucić z siebie. Dać upust irytacji. Parę lat temu, gdybym zobaczył w restauracji trójkę znajomych, którzy zamiast gadać ze sobą, sprawdzają Facebooka, pewnie pomyślałbym o nich jak o wariatach, a dziś to obrazek tak powszedni, że już nawet przestaliśmy zwracać na to uwagę.

Sam też się na tym łapię. Przyzwyczaiłem się, że ciągle dostaję powiadomienia na Facebooku i Twitterze, że co chwilę kusi mnie, żeby to wszystko sprawdzać. Tylko tak się zastanawiam: po co? Patrzę jeszcze raz na ten obrazek u góry i myślę sobie, że to chore. Dwóch kumpli oddzielonych niewidocznym woalem. Dwóch ludzi zamkniętych w odrębnych światach. Siedzą ze sobą i już nawet przestali zwracać uwagę, że jeden lekceważy drugiego. To normalne, zaakceptowaliśmy to. Po co gadać z jednym człowiekiem na żywo, jak w Internecie możesz dyskutować z dziesięcioma. Dostawać lajki. Zbierać gwiazdki na Twitterze. Generalnie rosnąć. Do kumpla odezwać się możesz co najwyżej na końcu, gdy trzeba będzie zapłacić rachunek.

Tak to niestety wygląda. Widzę na ulicach pary, gdzie jedna osoba wlepiona jest w druga jak w obrazek, a ta druga gapi się tylko w smartfona. Obserwuję większe paczki znajomych, gdzie na dziesięć osób trzy prowadzą konwersację, a reszta scrolluje fejsa. Dobrą akcję wymyślił kiedyś Amstel, żeby przed imprezą oddawać telefon do przechowania, a potem odebrać za to darmowe piwo. Ale ilu z nas by się na to zdecydowało? Stawiam, że niewielu. Pewnie nikt. Przyzwyczailiśmy się do reguł przy których zasady savoir-vivre wyglądają jak dziś jak lista przykazań w jakimś klasztorze. Kiedyś uczono: nie trzymaj telefonu na stole! Nie rozmawiaj w czasie jedzenia! Ha, ha! To co powiedzieć teraz o tej wspomnianej dwójce, która wpieprza pizzę, brudnymi paluchami stuka w klawiaturę i szczerzy zęby do plastikowego prostokąta o wymiarach 4 na 10?

Dobrze nawinął o tym Pelson:

Czemu patrzysz w telefon, gdy rozmawiamy? Weź mi wytłumacz Znak nowych czasów, nowa dżuma, nowa definicja ćpuna…

Komentarze


Tagi: , , , ,



Back to Top ↑